Po SC Wro#6 – Visual Testing – kiedy warto?

Pixabay at Pexels

SC Wro

W ubiegły czwartek odbyła się kolejna edycja meetupa Software Craftmanship events – SC Wro#6 poświęcona tym razem tematyce testów. Zostałem zaszczycony zaproszoniem do udziału w panelu dyskusyjnym za co dziękuję organizatorom 😉

Warto o tym wspomnieć, że panele dyskusyjne są stałym elementem na spotkaniach SC Wro i cieszą się powodzeniem. Sam mogłem się przekonać, że są ciekawą formą dyskusji która wyzwala dodatkową energię.

Visual testing

Opisy prezentacji znajdziecie na stronie wydarzenia. Obie były nagrywane wraz z panelem, więc jeżeli kogoś interesują szczegóły na pewno zajrzy na profil organizatora.Pomimo że obie prezentacje mówiły o automatyzacji wizualnej regresji to dotykały tematu w innym kontekście i inny sposób.

Ok, ale może od początku.

Czym są testy wizualne?

W tak szeroką nazwę wpada moim zdaniem wiele rodzajów testów. Prosta odpowiedź: są to testy interfejsu użytkownika. Trochę szersza odpowiedź: testy tego, czy interfejs wygląda poprawnie dla użytkowników. W tym momencie problem staje się złożony i pojawiają się pytania. Dla jakich użytkowników? Każdy przecież jest inny, ma inną percepcję tego co widzi, będzie inaczej używał naszej usługi, jeden woli klawiaturę, drugi myszkę, jeden lubi czekać, drugi nie, trzeci ma problem ze wzrokiem i potrzebuje większej czcionki, starszą osobę będą drażnić kolory tęczy a młodą ekskluzywne szarości, czwarty mieszka w Chinach, a piąty w strefie czasowej +3,30 UTC… itd. itp.
W zasadzie, jeżeli budujemy jakiś serwis publiczny to powinniśmy te aspekty uwzględniać prawda? Cóż … raczej uważałbym temat skazany na porażkę, aby zadowolić wszystkich 😉 Nie mniej, są obszary i zasady którym warto się przyjrzeć i przynajmniej wiedzieć których użytkowników zaspokoimy.

Z obszarów które według mnie wchodzą w worek „testów wizualnych” różniłbym kilka:

  • Testy “dostępności” –  czyli testy które sprawdzają zgodność z ciągle rozwijającym się Web Content Accessibility Guidelines (WCAG). W przeszłości moim zdaniem kojarzone głównie z dostępnością do usług strony przez osoby niepełnosprawne, a dzisiaj szeroko definiując temat również z poziomu użyteczności a nawet i bezpieczeństwa. Temat bardzo szeroki i nadający się na osobnego posta. Jednak zachęcam do spojrzenia do kilku ciekawych porad, aby uświadomić sobie jak złożony jest to temat lub jak bardzo spełniamy/nie spełniamy kryteria np. Error prevention. Między czasie, jeżeli kogoś temat nagli, krótki artykuł opisujący kilka narzędzi wspomagających development oraz testy dostępności
  • testy responsywności – innymi słowy – czy nasza strona wygląda tak samo na różnych urządzeniach i rozdzielczościach? czy elementy się skalują? czy pożądana funkcjonalność na danym urządzeniu jest dostępna?
  • testy użyteczności z użytkownikami – poznanie swojego użytkownika i zobaczenia na żywo jak korzysta z aplikacji jest z reguły drogą do sukcesu. Nie znam się na metodach przeprowadzania takich testów, ale brałem niedawno udział jako beta użytkownik i było to bardzo ciekawe przeżycie. Musiałem mówić co czuję i nad czym się zastanawiam. Byłem obserwowany! Mogłem być szczery i bez ogródek dzielić się spostrzeżeniami i trudami użytkowania! 😉 Jestem pewny, że dzięki takim testom start up poświęci jeszcze trochę czasu, aby przygotować „zjadalną” wersję swojego pomysłu 😉
  • testy A/B? – w wąskim zakresie, ale mimo wszystko powiedziałbym, że wpadają w ten worek. Jeżeli chcemy sprawdzić, czy danym użytkownikom podoba się A czy B to uznałbym to za „test wizualny”, jednak trzeba pamiętać, że testy A/B mają szerszy zakres
  • testy lokalizacji (i18n, l10n) – i znowu, w jakimś zakresie może się zdarzyć, że zawartość naszej strony będzie inaczej wyświetlana w zależności od strefy czasowej, języka, praw obowiązujących w danym kraju itd.
  • RODO? – sami pewnie zauważyliście, że stosowane są różnego rodzaju triki abyśmy nie tak łatwo zrezygnowali z akcpetacji udostępniania naszych danych … w każdym razie, mam tu na myśli wszelakie informacje prawne narzucone z góry. Prawo też jest różne w różnych krajach więc dochodzi globalizacja.
  • Trzymanie się zaleceń grafików –  jeżeli mamy klienta lub sztab grafików którzy po prostu wiedzą jak ma wyglądać interfejs (albo budujemy coś dla znanej marki gdzie szata graficzna jest z góry znana i narzucona, są standardy), wyznaczyli nam reguły, zestawy kolorów szaty graficzne to musimy w jakiś sposób zweryfikować czy przestrzegane są te zasady w całej aplikacji np. czy na wszystkich stronach przycisk OK jest po prawej stronie, ma wielkość 50 × 80 i kolor niebieski
  • … (miejsce na Twój komentarz ;))

Wizualne testy regresji

Zakładając, że nasz software jest rozwijany według powyżej wybranych kryteriów, ustaliliśmy sobie użytkowników i zawartość wyświetlaną w zależności od pory dnia, pogody itp. Kolejnym krokiem jest to, że chcielibyśmy zapewnić w procesie developmentu, że będziemy trzymali się tych zasad. Zostało ustalone co to znaczy “jakość” interfejsu dla naszych użytkowników.

Teraz chciałbym odwołać się do prezentacji, bo wprowadzają kontekst.

Pierwsza z nich prezentowana przez Łukasza mówiła w skrócie o tym w jaki sposób wybrali narzędzie Applitools (pomimo, że padł pomysł, aby napisać swoje, jednak taniej i szybciej jest wziąć coś gotowego) do wykrywaniu regresji w CMSie. Klient sam postawił wymaganie, aby testować interfejs użytkownika ponieważ irytowały go błędy na tym poziomie.

Z kolei na drugiej prezentacji Mateusz mówił o tworzonym frameworku który mocno opierał się na operacjach wykonywanych na interfejsie użytkownika, ale też i interakcji z tym interfejsem. Kontekstem jednak jest tutaj deska rozdzielcza i oprogramowanie wbudowane w samochód.

Dyskusja

Te dwie różne prezentacje i sposoby testowania interfejsu stały się przyczynkiem do ciekawej dyskusji wsród panelistów 😉

Zgodnie z piramidą testów automatycznych (o której jeszcze nie raz napisze, bo zebrało się trochę chmur nad tym symbolem ;)) zgodziliśmy się na panelu dyskusyjnym wraz z Tomkiem Dubikowskim, że automatyczne testy regresji przez GUI to ZUO 😉 i oczywiście najlepiej ich nie robić za dużo albo w ogóle 😉 byliśmy w opozycji do Łukaszów i Mateusza.

Przypadek1

Biorąc kontekst pierwszego projektu i pierwszej prezentacji, gdzie budowany jest CMSa – trzeba byłoby się zastanowić jakie czekają nas konsekwencje tego, że kolory, przycisk, formatka nie będą idealne, pomimo tego, że funkcjonalnie będzie można wykonać operację biznesową?

Oczywiście sporo zależy od kolejnej warstwy kontekstu, tzn. co to za firma, jaką ma markę, jak ważna jest jakość dla tej firmy – trzeba byłoby umieć obliczyć stratę wizerunkową związaną z nieidealnym GUI. Kolejną minimalizacją ryzyka mógłby być dobry proces Continous Delivery a konkretniej szybkość wychodzenia na produkcję z poprawką po wykryciu takiego błędu.

Przypadek2

Oprogramowanie wbudowane w samochód. Deska rozdzielcza. Tutaj w większości produktem końcowym jest interfejs (zakładam, że w poprzednim produktem jest jednak logika biznesowa CMSa).

Jednocześnie odpowiedzialny za takie operacje jak płynność przewijania menu po dotyku, ale też prędkość, kontrolki alarmujące, czy klimatyzacja. Po niedługiej chwili zastanowienia 😉 czuję, że tutaj nasze GUI jest mega ważne. Patrzę na ryzyko, np. jakaś warstwa multimediów przykrywa mi kontrolkę poziomu oleju … hmm 😉 Z drugiej strony jest też potencjał na wykonanie „backdoora” – np. zatrzymuje nas policja a my pokazujemy deskę rozdzielczą i mówmy, że licznik zaczął pływać i dlatego przekroczyliśmy prędkość 😉

Dodając do tego czynnik, niekoniecznie płynnych deploymentów na produkcję, jeżeli chodzi o oprogramowanie embedded (w końcu nie każdy samochód to Tesla ;)) ryzyko nam wzrasta tak samo i jak i koszt potencjalnej naprawy.

Czy warto i jak warto?

Spora pokusa, aby powiedzieć „to zależy …”. Osobiście jestem przeciwnikiem testów które spowalniają proces. W podejściu pierwszego przypadku zabrakło mi konkretniejszego uzasadnienia biznesowego. Negocjowałbym z klientem czy na pewno potrzebuje takiej automatyzacji, a jeżeli tak, to próbowałbym wpleść zapewnianie testów regresji GUI w proces. Narzędzie Applitools wymaga stworzenia przez nas tzw. baseline czyli stanu początkowego który jest dla nas akceptowalny. Kolejno, testy to „inteligentne” porównanie z baseline. Nie spodobało mi się to, że dla każdej rozdzielczości i ustawienia, systemu, czy przeglądarki trzeba taki baseline osobno wygenerować. Bardzo dużo pracy. Z kolei w procesie developmentu mógłbym prosić programistów, aby uruchamiali test który sprawdza różnice z ostatnim GUI i aby ktoś akceptował zmiany go podobnie jak każdy inny kod w procesie Code Review. Brzmi utopijnie? ktoś już próbował.

W drugim przypadku powstał cały frawemork do testów (nie tylko GUI) a z racji technologii nie było na rynku takich narzędzi. Z kolei mnie przekonuje biznesowo wypełnienie takiej potrzeby. Gdyby tylko jeszcze takie testy były podpięcie w pipeline – życzę aby się to udało (aby mieć szybką odpowiedź zwrotną).

Na koniec

Oczywiście tych którzy się spodziewali, że omówię 20 narzędzi do testów wizualnych* bardzo przepraszam, nie to było celem, a szybkie googlowanie da Wam odpowiedź. Dla mnie ważniejsze tutaj jest zrozumienie, kiedy testowanie regresji wizualnie automatycznie ma sens, a kiedy nie. Przy okazji można pokłonić się nad WCAG … i klęknąć, bo implementacja tego jest wyzwaniem.

*myślę, że tutaj są najbardziej znane

A jak jest u Was? Tematy WCAG na pewno ciekawy, proszę o kontakt w komentarzach.

 

Kolejny post-blog będzie wynikiem próby rozbicia panelu dyskusyjnego pytaniem: „…a czy tester powinien umieć programować…?” 😉

Disorder is a di|s(e)cret order IF it is ANY order

Podzielę się dzisiaj z Tobą moim ulubionym cytatem.

„In all chaos there is a cosmos, in all disorder a secret order”
Carl Jung

 

Zamiast posta którego piszę teraz, mam zapisane wersje robocze zupełnie innych. Z jakiegoś powodu mój „moment obrotowy”, czyli motywacja chwilowa nie pozwoliły mi ich dokończyć w tamtej chwili. Nie był to dobry moment? Zmęczenie? Każdego dnia było coraz trudniej, bo przecież tyle jest do zrobioenia … whatever | whoCares |*etc.

A może po prostu pochłonęło mnie życie. Straciłem kontrolę nad czasem. Kontrola to może złe słowo – straciłem świadomość czasu. Nie sądzę, że odpoczywałem, kiedy mnie nie było, ale też ciężko policzyć stworzoną wartość. Wartość dodana? – a jak przeliczyć płacenie rachunków, stanie w korku, sen, przeprocesowanie kolejki maili wymagających po 5 min akcji każdy, albo próbę zrozumienia, dlaczego mam problem z obsługą kolejnejSuperAplikacji która ułatwia życie i daje mi więcej czasu 🙂

Z pewnością doszukiwanie się wartości swojej pracy i tego co robimy nie daje momentu obrotowego. Bo jeżeli okaże się, że tylko/aż ogarniamy życie, to co tak naprawdę to znaczy?

Czasami jednak mam wrażenie, że system chce mnie zmęczyć i jest krucjatą na podobieństwo Prawa Parkinsona?

— — —

Niestety ostatnio czuję, że bardzo dużo energii pochłaniają rzeczy które niekoniecznie chcę robić, nie sprawiają frajdy, ale trzeba je wykonać, albo wpisują się w kategorie „życie”. Są też rzeczy które boję się, że mnie ominą, że stracę jakąś super tajną i magiczną wiedzę, że będę gorszy, dlatego co robię:

  • Kolejna otwarta zakładka w przeglądarce “na później”? czemu nie.
  • Nie widzę ikonek zakładek? Przecież mogę otworzyć zupełnie nową przeglądarkę i zacząć od nowa ;]
  • gromadzić, gromadzić, odkładać – oczywiście na później, co czasami znaczy nigdy.

Tak mam, że wciągam się w wir a zaległości miliona małych akcji narastają. Ciągle wierzę, że to mój wewnętrzny system operacyjny wymusza wykonywanie zadań z wyższym priorytetem, jednocześnie sterując tak zasobami, aby przeżyć 😉 Oczywiście w weekendy, kiedy garbage collector nie wydala możliwie nastąpi hard reset.

Ciągle zbiera się też wiele myśli w głowie, nowych pomysłów i inicjatyw. Których się podjąć? których nie? wszystko jest takie ciekawe.

Gromadzenie to jeden z WASTÓW według LEAN, a czuję to na właśnej skórze i zmęczeniu.

— — —

I przychodzi ten dzień, kiedy czuję, że to kolejny podobny dzień, że nie dam rady “napisać posta”, “odpisać na maila” …

Wtedy wiem, że wpadłem wir na miesiąc a może dwa.

Dzisiaj uświadomiłem sobie też, że minęło już prawie pół tego roku (zastanawiając się jak bardzo zbliżyłem się do realizacji postawionych celów) i …

 

WKURZYŁEM SIĘ

Nie z powodu osiągnięć. Z powodu tego, że daje się przygasić i przygnieść, zmęczeniu, obowiązkom itp.

— — —

W moim przypadku jednak jest na to prosty sposób … zacząłem usuwać te mega ciekawe zakładki z mojej przeglądarki 🙂
(discret order)

Przekaz:
Życie nie zwalnia, tylko przyśpiesza, z jakiegoś powodu taka jest percepcja czasu wraz z wiekiem (być może fizyka kwantowa coś więcej mówi). Trzeba podejmować często i bardzo wiele decyzji, co może męczyć. Łatwo zatracić prawdziwy cel, lub zgubić sens.

Miej zawleczkę która powie Ci – STOP – która jest godzina? jaka pora roku? czy robię to co chcę robić? co jest mi potrzebne dzisiaj? Za miesiąc? osiągam cele? (celem, może być nieosiąganie celów 😉

  • czy czuję się dobrze?
  • czy strategia życia ciągle dla mnie działa?
  • podejmuję nowe wyzwanie? które zatem kasuję?
  • co jest ważne dzisiaj? co będzie ważne jutro?

Moją zawleczką są zakładki.

W przelądarce ze 150 zostało 20. Czasami też sprzątam pulpit. Czuję się wtedy lepiej. Czuję, że przejmuję kontrolę. Wiem która jest godzina, pora roku i co mam robić. Pojawia się rytm.

Disclaimer:
Dla mnie ten chaos z cytatu to myślenie o bardzo dużej ilości tematów, jednoczesne kierowanie się heurystykami i intuicją które w pewien sposób pozwalają mi zarządzać tym bałaganem optymalnie … dopóki Żona nie zrobi mi porządku i niczego nie potrafię znaleźć. Dzięki chaosowi, czasami mam kosmos, bo podejmuję śmiałe decyzje tu i teraz, ale o tym może kiedy indziej 😉

A Ty co wybierasz?

KOSMOS, CHAOS czy PORZĄDEK? 😉

Muzyczny pączek do porannej kawy

Do następnego!

Książkowa niedziela? (tydzień.. miesiąc … rok?)

Lubię czytać

Jako mały smyk pożerałem książki. Szczególnie kiedy przychodziła choroba i nie trzeba było iść do szkoły, uwielbiałem obstawić się nimi i przenosić w różne światy. Najbardziej zapamiętałem moją “ólubioną” serię: Przygody Trzech Detektywów – Alfreda Hitchcocka (tak, tak … Hitchcock napisał serie kryminałów dla dzieci :D)

 

Gdy stałem się większym smykiem, pasja do czytania pozostała, ale wraz z coraz to trudniejszymi bazami do zdobycia, w szkole i na studiach, podjęciem pracy i próby w tym wszystkim korzystania z młodzieńczego życia okazywało się często, że książki przegrywają i zostawały już tylko jako miły dodatek na czas wakacji :). Dobrobyty samego Internetu, jak i społecznościowe jego aspekty jak IRC, GG a dzisiaj FB w łatwy sposób pochłaniały tzw. wolny czas (… i robią to nadal, pytanie czy słusznie? wygląda na temat do zaparkowania).

… i w taki sposób stałem się starym zakurzonym analfabetą książkowym. Nieskutecznie, próbowałem wyznaczać sobie kolejne wyzwania noworoczne i robić obiecanki co do przeczytania jakiejś pozycji. Jednak poziom 3 książek na rok to nie było to czego bym oczekiwał.

Czas

Tylko kiedy czytać te książki, skoro jesteśmy tak bardzo zajęci, ogarniamy nasze życie prywatno-zawodowe. Jeżeli mamy jeszcze jakieś dodatkowe zajęcia to pod wieczór przeważnie jesteśmy na tyle zmęczeni, że poziom motywacji pozwala co najwyżej przetworzyć informację obrazkową niż tekstową, podając nam na tacy to co musielibyśmy sobie wyrenderować z tekstu.

W ostatnich miesiącach udało mi się przełamać (mam nadzieję, że na dobre) tą niemoc. Wbrew pozorom nie stało się to dzięki temu, że przybyło mi czasu, wręcz przeciwnie 🙂

Wróciłem do czytania przez słuchanie … audiobooków 🙂 One przypomniały mi jak bardzo brakuje mi “książek” i przypomniały ten stan skupienia który osiągamy gdy pochłaniamy treści. Dla mnie jest to forma odpoczynku, forma odcięcia o które dziś w natłoku informacji trudno. Oczywiście czytam też “internety”, blogi itp. jednak zależało mi na książkach … dlatego bo muszę być “tu i teraz”, nie przełączam się na podlinkowane strony, nie rozmawiam z kilkoma ludźmi naraz, nie sprawdzam poczty … itd. Jestem zupełnie odcięty od świata i myślę, że Ci którzy czytają dobrze rozumieją ten stan.

Skąd czas na audiobooki?

Audiobooki są wygodne, bo można ich słuchać podczas wykonywania innych czynności które nie obciążają tych samych rdzeni procesora mózgu (nie ma przełączania). Szczerze, byłem bardzo sceptyczny, kiedy kupowałem pierwszego audiobooka, w przeświadczeniu, że słuchać to można muzyki, a nie tego jak ktoś monotonnie czyta książkę. W tym samym czasie podejmowałem próby biegania (nie, nie trzeba biegać aby słuchać audiobooki :P) i kolega podsunął mi ten pomysł. Skoro już sobie truchtam, to mogę też słuchać, w najgorszym wypadku niewiele zrozumiem. Udało się, coś rozumiałem i zrozumiałem jak wiele czasu można wykorzystać podczas podobnych czynności. Międzyczasie zmieniłem pracę (dłuższe dojazdy), były wakacje (długie trasy) i zostałem ojcem (kto ma dzieci, ten wie, że czasami to jedyna forma uśpienia urwisa :P) – co dało dziesiątki godzin słuchania 🙂

… a od słuchania  do czytania już jeden krok. Znowu miałem “ten stan” książkowy i papierowo-kindlowe wersje przyszły już automatycznie (btw. kolega Szymon przeczytał Grę o Tron na spacerach… w wersji papierowej … czasami czytając pod latarnią :D).

Co czytać?

Najlepiej zacząć od pozycji którą bardzo chcemy przeczytać z jakiegoś względu albo coś poleconego (lekkiego). Tak serio, to nie jest aż tak istotne co. Ważny jest proces – przynajmniej dla mnie.

 

 

Dzisiaj czytam i słucham beletrystykę, biografie, książki branżowe, patrzę też co czytają, polecają ludzie mądrzejsi ode mnie 😉 Mega motywujące jest kiedy widzę ile książek wielu znajomych czyta.

W tym pomógł mi portal GoodReads (pewnie są inne, lepsze itp. nie jest to element reklamy). Dzięki temu widzę co czytają inni i polecenia książek, mogę też dodać sobie od razu książki “To Read”. Jeżeli chcesz zobaczyć co czytam i co mam zamiar przeczytać: https://www.goodreads.com/user/show/16262155-daniel

Skąd ten post?

Powstawał w niedzielny poranek, bo niedziela, dzień wolny jest moim zdaniem bardzo dobrą okazją, aby zacząć, bo mamy teoretycznie więcej czasu, rano, w południe albo przynajmniej wieczorem. Najlepiej wygodnie w fotelu … z kawą (lub kto co lubi :P) Czytając chwilę, możemy odstresować się przed kolejnym tygodniem i odpłynąć … albo przygotować się, bo akurat materiał jest inspirujący (np. miałem tak z książką Pięciodniowy Sprint – której jeszcze nie skończyłem, ale sam fakt przeczytania kilkudziesięciu stron ustawił bardzo dobrze mój tydzień).

Jedną z wielu dobrych rzeczy które można dla siebie zrobić … to czytać. Czytając jest duże prawdopodobieństwo, że ubogacasz słownictwo, czytając po angielsku, szlifujesz język, nie mówiąc o inspiracjach, relaksie i rozwijaniu wyobraźni 🙂 Sam fakt, że ktoś napisał książkę intryguje mnie – co chciał przekazać światu i dlaczego 😉

A Ty co czytasz? Zostaw mi jakąś książkę w komentarzu 😉

 

 

Nowy początek … czyli jak zacząć wiosnę

Dzisiejszego poranka naszły mnie dwie refleksje.

Pierwsza

Wydaje się, że pogoda zsynchronizowała się z kalendarzem i przyszła wiosna 🙂 Słońce bez pardonu zajrzało przez okno przypominając o swoim istnieniu.

Zanim zaczniemy narzekać, że jest upał i nie da się oddychać, otworzyłem balkon i wpuściłem trochę tej słonecznej energii do mieszkania.

Słońce = energia –> cieplej w mieszkaniu –> mniej grzania –> mniej smogu –> więcej czasu spędzanego na dotlenianiu –>  wyższy poziom witaminy D  –> lepsze samopoczucie i więcej chęci do działania …?

Druga

… więcej energii do działania.

Projekty IT to miejsca, gdzie ciągłe usprawnienia są potrzebne. Ciągle przecież są jakieś “wasty” do usunięcia 🙂 W LEAN manufacturing koncepcja ciągłego usprawniania to część kultury zwanej KAIZEN.

  • “Kaizen” = is the Japanese word for “improvement”
  • “kaizen aims to eliminate waste”

Do tego miejsca wydaje się to pewnie dosyć oczywiste, trzeba usprawniać, aby nadążać za trendami, eliminować straty, aby nasz biznes był konkurencyjny.

Dlaczego w Toyocie udaje się to bardziej niż w innych firmach?

Ponieważ każdy ma prawo głosu, każdy może usprawniać i nie potrzebuje na to specjalnej zgody.  Zdaje się, że w projektach IT my też często zgody nie potrzebujemy? Chyba, że podświadomie szukamy argumentów, aby usprawnień nie wprowadzać, bo tak jest wygodniej? Często słyszy się o wielu przeszkodach we wprowadzaniu ulepszeń (a nawet w zachowaniu standardów pracy… o tym kiedy indziej) … biznes zabrania? klient nie zapłaci? terminy gonią? Brzmi jak błędne koło. Przemyślmy KAIZEN jeszcze raz.

Czy Twoja organizacja wspiera kulturę KAIZEN?

Sprawdź to w kolejnej iteracji:

  • zaproponuj usprawnienie przyśpieszające pracę, podnoszące jakość … itp.
  • postaraj się, aby było jasne, mierzalne oraz nie za duże (małe kroki)
  • jaką przyniesie wartość i dla kogo? Postaw się w roli biznesu, który miałby na tym zyskać, w szczególności klienci
  • na kogo wpłynie zmiana i w jaki sposbób
  • po czym poznamy, że zadziałało – jak zmierzymy jego wartość?
  • zbierz grupę śmiałków i działaj … nie szukaj wymówek 🙂
  • Show them! 🙂

 

 

 

 

 

SkładQA – oczami miłośnika piwa i luźnej atmosfery

Poniedziałek 19.03.2018. Jestem na SkładQA i walczę ze sobą aby nie zacząć poranka od pysznego złocistego trunku którego zapach pobudza moje podniebienie 🙂 Jesteśmy w Krakowie, w starej zajezdni tramwajowej.  Atmosfera jest luźna, tj. przyjazna, w sensie – sprzyjająca konwersacjom i dysputom na temat wyższości testera białoskrzynkowego od testera czarnoskrzynkowego.

Nie biorę piwa… jeszcze nie.

Krótka wersja dla leniwych

 

 

Prelekcje które wysłuchałem

Adrian szczerze od serca wita uczestników i opowiada “po co?”. Byłem na wszystkich edycjach, i w tej konferencji podoba mi się to, że jest ona robiona przez pasjonatów dla pasjonatów, nie stoi za tym żaden konkrenty podmiot, nie ma stoisk rekrutacyjnych, są ludzie, jest piwo, jest wiedza, czego można chcieć więcej. A ludzi tego dnia naprawdę było sporo – 600 z dużym plusem. Sam widok jest budujący, szczególnie jeżeli ktoś trzyma litrowy kufel w ręce 🙂 Dla niektórych minusem może być to, że w trakcie osoby przychodzą, wychodzą i piją piwo… Dla mnie jest to ok. Stojąc na scenie pierwszej SkładQA nie czułem rozproszenia.

Mi udało się wysłuchać z pełnym zaangażowaniem dwóch pierwszych prelekcji o  Contract Testach oraz o Karierze QA. Contract Testy przeżywają swoją drugą młodość bo sam koncept nie jest nowy, ale cieszę się, że pojawiają się, będę się cieszył bardziej gdy zaadoptujemy je w naszych projektach. Wspomniałem również o nich w swojej prezentacji jako jedna z możliwości eliminacja straty testów integracyjnych. Z racji tego, że temat jest dłuższy poświęce mu osobne posty.

TestDetective – czyli Łukasz Rosłonek wszedł w niecodzienną rolę prelekcji nietechnicznej. Poszło mu świetnie 🙂 Opowiadał o koledze który z żołnierza przyszedł na testera – bardzo fajna istoria i myślę, że potrzebujemy takich więcej, bo “żołnieżowi” bardzo dobrze idzie. Miałem jedynie problem aby zaakcpetować zdanie Łukasza, że skoro jako testerzy automatyzujemy testy to jesteśmy już tak bardzo blisko developerki, że jest to naturalny kierunek rozwoju. Umiejętność Selenium != umiejętność programowania, a jakość kodu która obserwuję u testerów w wielu miejscach niestety odbiega od “standardów”. Nie mówię, że nie widziałem bardzo dobrze poukładanego projektu testów automatycznych 😉

Mój wykon

Po Łukaszu odbyła się moja prelekcja. Oczywiście standard, Prawa Murphiego – problemy sprzętowe 😉 (I can`t MAC) (dla przypomnienia, na pierwszej SkładQA przestał działać rzutnik i musiałem opowiadać o satelitach … bez kawałka slajdu 😉 :D). Co do mojej prelekcji – ogólnie – w wyścigach na produkcji chodzi o to, że całe IT w dzisiejszych czasach ma się tak dobrze, że pozwala sobie na duże “straty”. Podjąłem się próby przeanalizowania tych strat i wytknięcia nam czyli ludziom QA kilka bolączek. Oczywiście szarpiąc się na koniec z propozycją, jak to będzie z naszą rolą za kilka lat. Tester Artysta? QA Ninja? A może Genchi Genbutsu? 😉 (więcej soon…). A Ty jaki “waste” usuniesz w kolejnych iteracjach? 😉 Wiem, że nie przebierałem w środkach przekazu podczas swojego wystąpienia … ale czuję, że ktoś to musiał powiedzieć w taki sposób. 

Gdyby ktoś chciał na sucho przejrzeć: DevQAOps – wyścigi na linii produkcyjnej – wczoraj, dziś i jutro.

Co dalej?

Po prelekcji wdałem się w wiele dyskusji … i dopiero dotarłem na ostatni wykład o AI, który mnie trochę zawiódł. Zabrakło mi naukowego podejścia i opisu w jaki sposób dokładnie wykorzystują sztuczną inteligencję, jak wygląda zestaw danych trenujących. Miejscami nie rozumiałem konceptu, ale zrzucam to na zmęczenie.

Kątem oka widziałem, że Dawidowi Paci poszło spoko, a o Security nigdy martwić się nie trzeba bo znajdzie swoich słuchaczy 😉

Subiektywnie – współczynnik pół na pół – słuchanie prelekcji oraz rozmawianie z ludźmi – dla mnie to działa. Często konferencje to są właśnie TE rozmowy, które inspirują, zastanawiają, gryzą, pracują w mojej głowie.

I za to dzięki ludziom z którymi udało się zamienić kilka słów!

Good job!

Jeszcze raz dzięki SkladQA za zaproszenie, organizację i atmosferę. Jestem całym sobą aby wspierać takie wydarzenia. Dzieki za wypite piwa po prelekcjach 😉

Drugi post w tym tygodniu … (pewnie nieidealny, ale nie o to mi w tym blogu chodzi :)).

See you soon.

 

Hello world()! Here I`m!

This is my first blog ever, so I`m excited being a newbie at the same time in blogging. Till writing is a fun and it resonates with people … there is even more fun. Without a fun, it could just be my diary, which still could be interesting.  I have many topics to write, probably more topics than a time put them all together here, but I will try.

Nie wpłynie to raczej pozytywnie na pozycjonowanie, ale będę pisał posty prawdopodobnie po polsku i po angielsku i mam ku temu swoje argumenty. A przynajmniej jest inaczej i zabawniej.

Myślę, że nie jestem przywiązany do look&feel i będę musiał poeksperymentować z kolorkami i wordpressem. Szukanie idealnego szablonu zajęłoby mi pewnie jeszcze kolejne miesiące, stąd chrzanię to i ruszam. MVP 🙂 i zobaczymy co dalej.